Witajcie! Świeżo po prysznicu, w błękitnej niczym letnie niebo koszuli, zabieram się za pisanie posta. W zasadzie jest dwanaście minut po północy, a więc za niecałe sześć godzin powinnam wstać do szkoły. No cóż... mam dzisiaj nastrój do pisania.
Ostatnio się rozleniwiłam. Rzadko otwieram worda i prowizoryczny szkicownik, choć mam tyle wolnego czasu. Może wydać się to zaskakujące, ale nawet nie używam Kochania (czyt. teleskopu). Potrafię całe dnie przeleżeć z laptopem na kolanach. Książki czytam skrawkami, a więc od dwóch tygodni wcinam jedną i tę samą... to trochę straszne.
Może to ta wiosna tak na mnie oddziaływa? Znikąd pojawiły się pierwiosnki i szczypiorek. Chociaż gdyby to przemyśleć, to cieszę się ze szczypiorku. Jest świetnym dodatkiem do kanapek i ziemniaków. Ale żeby tak nagle? Bez ostrzeżenia? A gdzie śnieg? Matka natura musi się świetnie bawić!
I tu budzi się pytanie- dlaczego mówię o pogodzie, kiedy w tytule mamy "przerażone autobusy"? Dlaczego się boją? Kogo? Skąd ja to wiem? Ha, bo nimi jeżdżę! Codziennie biegnę na przystanek dwie minuty przed odjazdem, ostentacyjnie wymachując plecakiem lub parasolką, jeśli takową zabrałam na szaloną wyprawę do szkoły. Kiedy zajmuje miejsce, śmieję się do znajomych i radośnie sapię z przejęcia. "Zdążyłam, zdążyłam!" Taaak....pracuję nad punktualnością, ale jak widać, efektów brak. Zawsze muszę wyjść kilka minut przed odjazdem.
Znowu odbiegłam od tematu przerażonych autobusów. No cóż, taka już jestem... mówię i mówię. Powinnam zostać raperem. W zasadzie zostałam już nazwana Małym Jołkiem, który w przyszłości osiągnie cel i zostanie dumnym hiphopowcem. Napisałam nawet kilka piosenek...
Zgaduję, że większość z was jechała już kiedyś autobusem. Pomijając dźwięki otwierania drzwi Solarisów (które przypominają wystrzał Iron Man'a), jesteśmy w stanie rozpoznać inny odgłos. Mianowicie- ciągły krzyk. Autobusy mają to do siebie, że przy odpowiedniej prędkości wychodzi z nich jęk, który klasyfikuję do jęków strachu. Mam wrażenie, że te pojazdy nie lubią swojej pracy. Ba, one się boją prędkości! Co byście zrobili, gdybyście mieli przyczepione do stóp kółka, stojąc na górze klifu? PRZED PŁASKĄ NAWIERZCHNIĄ PROWADZĄCĄ PROSTO W OTCHŁAŃ? DO OKA MORDORU??? Osobiście uważam, że dorównywałabym skalą głosu pile mechanicznej.
A co na to autobus? On ma z tym do czynienia na co dzień. O biedne, niezrozumiane! Jak można im pomóc? Czy macie jakieś propozycje? Z chęcią usłyszę od was pomysły i sugestie. Hmm, słucham? :>
Pogoda... okropna. Mnie całe szczęście omija ta "przyjemność" jazdy autobusem. :)
OdpowiedzUsuńshelf-of-books.blogspot.com
powiem ci coś
OdpowiedzUsuńprzeczytałam do końca i skisłam
A ja wiem kim jesteś :)
UsuńSkiśnięcie cię zdradziło.
Nie ty jedna.
Usuń