Nie mam nic przeciwko sprzedawaniu roślin w doniczkach.Są przynajmniej w 82% szczęśliwe, a przytulająca ich korzenie ziemia zapewnia im bezpieczeństwo. Za to te, które kupujemy z dumnie sterczącą wstążką na łodyżce podpierającej barwny kwiat, nie są według mnie okazami zdrowia. Uważam, że są w stanie agonii, ba, nadzwyczajnie powolnej agonii. Kwiaty te zostały pozbawione korzeni, a bez nich nie są w stanie żyć. Umierają. Czy takie traktowanie roślin jest ludzkie?
Nie można tłumaczyć się brakiem zdolności mowy naszych zielonych przyjaciół. Być może potrafią się komunikować, ale ludzie nie odbierają tego jednoznacznie. Zostają zabijani, aby trafić do szklanego wazoniku w pokoju głównym.
Aby poprzeć swoje zdanie, przytoczę kolejny argument. Pozwólcie, że porównam różę do człowieka. Odcinając korzenie, odbieramy jej szanse na przeżycie. Ona umrze w przeciągu kilku dni. A co jeśli pozbawilibyśmy człowieka nóg? Jasne, wykrwawiłby się. Z tętnic wypłynęłaby gorąca krew w kolorze dojrzałego jabłka i spłynęłaby niczym sok do wazoniku, w którym byśmy go umieścili. Osoba ta straciłaby przytomność, a kolorem przypominałaby kartkę papieru.
Dokładnie to samo czeka bezbronną różę.
Wiem, że ilustracje podobne do tej robią na ludziach większe wrażenie, bo wyobrażają sobie coś, co dobrze znają. Gdybym powiedziała, że motylowi odpadł czułek, nie wzbudziłoby to w was podziwu. Dzięki czułkom motyl słyszy, odczuwa zapach i drgania powietrza. Bez nich jest żywą przynętą, która w ciągu najbliższych kilku minut zostanie porwana na części przez mrówki. Dopiero teraz współczujecie motylowi.
Dzisiejszy post miał być odrobinkę weselszy, ale jak widać, moja mroczna połowa przemówiła. Pozostawię was z tą myślą do przyszłego tygodnia, ponieważ jest wpół do trzeciej nad ranem, a moje ciało domaga się snu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz