poniedziałek, 26 sierpnia 2013

#7 Skaterie

Witam serdecznie wiernych czytelników! Po kolejnej dłuższej przerwie jestem gotowa do pisania. Mam mnóóóstwo pomysłów na kolejne posty. Jeden z nich zmusi mnie do wyjścia na zewnątrz. To na pewno będzie większe dochodzenie, które niesamowicie mnie cieszy. Sama jestem ciekawa, co z tego wyniknie (:
A teraz zapraszam do czytania!
Po raz kolejny zafascynował mnie temat dotyczący ludzkiego ciała. Kryje się w nim mnóstwo tajemnic, które prawdopodobnie nigdy nie zostaną odkryte. Jak już pewnie wiecie, ja patrzę na to wszystko z trochę innej perspektywy. Usuwam  potwierdzone fakty, a dodaję szczyptę wyobraźni. Według mnie, takie spojrzenie na rzecz jest lepsze od wykalkulowanych regułek, które każdy uważa za synonim prawdy. Ale nic nie jest pewne, prawda?
Przejdźmy do rzeczy. Swędzi Cię coś teraz? Bo mnie okropnie. Moja lewa łydka koniecznie chce zostać podrapana, ponieważ... ponieważ co? Dlaczego odczuwam swędzenie? A więc wpadłam na pomysł, że dzieje się to za sprawą malutkich bakteryjek. Uuuuuwieeelbiam je. Często są dla mnie jedynym wytłumaczeniem różnych objawów.
Nazwijmy je Skateriami (z łac. bacteria, scabiem-swędzieć). Są małymi istotkami, które pokrywają CAŁĄ powierzchnię naszej skóry. W odróżnieniu od Atomików, nie mogą przemieszczać się z ciała na inne ciało. Są utwierdzone na skórze jak pijawki, które ślizgają się po niej jak na lodzie.
Kiedy ludzie zaczęli odkrywać nowe tereny, zaczęli poznawać swój świat od nowa. Pierwsze spotkania z dotychczas nieznanymi im zwierzętami musiały być czymś nie do opisania. Dlatego głodni odkryć naukowcy nadal prowadzą wielorakie badania, które przybliżają ludzkość do tajemnic naszej planety.
Natomiast Skaterie nie mają takiej możliwości. Jakimś sposobem nie mogą dostać się do organizmu, aby zwiedzić tamtejsze okolice. Są głodne nieznajomego uczucia, które za wszelką cenę chcą zaspokoić. Lecz co to ma do swędzenia? Otóż wiele. Swędzi nas dlatego, ponieważ nasze małe bakteryjki starają się wgryźć w skórę. Skaterie są beznadziejnymi desperatami, które przez całe życie marzą o rozgryzieniu tajemnic swojej "planety". Drapiąc się, niczego nie zmieniamy. Na chwilę się uspokajają, po czym po raz kolejny starają się dostać do środka. Wyobrażacie sobie żyć w taki sposób? Obym w następnym życiu nie stała się Skaterią!

No, to chyba tyle na ten temat. Następny post ukaże się jeszcze w tym tygodniu. Wcześniej wspomniane cięższe dochodzenie będzie wtedy, kiedy poprawi się pogoda. Wszystkiego się jeszcze dowiecie....

Co myślicie na temat dzisiejszych rozmyśleń? 


wtorek, 20 sierpnia 2013

#6 Mały dodatek

Z pewnych względów jest mi źle, więc tak jak zwykle zasiadam do kartki i staram się coś napisać. I wyszedł mi wiersz, proza... nie znam się na tym. Jako iż nie mam w archiwum dokończonego posta, to wstawię dziś to, co przed chwilą napisałam.


czy to nie dziwne
że tyle jest dróg
a my wciąż stoimy?
ni nogą ruszyć
choć zdrowa to nić
a ręka krzepnie
lecz da się z tym żyć
czy to nie straszne?
zdrowe ciała
zdrowe nadzienie
lecz chore jest wszystko
choć zdrowe

Zostawiam Was z tym do piątku, bo prawdopodobnie wtedy dodam kolejny wpis.

sobota, 17 sierpnia 2013

#5 Tajemnica drugiej skarpetki

Cześć! Trochę mnie tu nie było, no nie? Szczerze mówiąc, ten post mnie strasznie wymęczył. Co wieczór siadałam do pisania, ale zwykle rezygnowałam już po pierwszym zdaniu. Układając w głowię moją ideę nie wiedziałam, że tak trudno będzie to przelać na papier.
A więc po dłuższej przerwie przychodzę z nowym postem o... skarpetkach. Kiedy wpadłam na ten pomysł, mama narzekała na to, że znowu wyprała się tylko jedna skarpetka, a po drugiej nie ma śladu. Od razu ulepiłam z tego całość i rzuciłam się do laptopa. Jak widać- bezproduktywnie. Dopiero tydzień po wydarzeniu staram się coś napisać, aby podzielić się z Wami myślą i uaktualnić bloga. No to zaczynajmy!

Pewnie nieraz słyszeliście, że niektóre zwierzęta wybierają partnerów na całe życie. Otóż tak samo jest ze skarpetkami! Zawsze są we dwójkę oraz nigdy nie rozstają się na większy dystans... ale czy w ich egzystencji nie pachnie czymś... przesłodzonym? Czy to możliwe, że ich życie jest bezproblemowe? Dziś dowiodę, że nawet ono nie jest tak kolorowe, na jakie wygląda.
Czy kiedykolwiek zdarzyło Wam się zapodziać gdzieś drugą skarpetkę? Pewnie tak, bo to ich naturalne zachowanie. Ucieczka. Skarpetki przez całe swoje życie żyją z jednym partnerem. Nigdy nie przebywają same i towarzyszy im na okrągło jedna i ta sama rzecz. Po jakimś czasie wariują, kłócą się i wyzywają. Dlatego starają się uciec od swojego partnera, aby choć na chwilę skosztować wolności. Zdarza się nawet, że zakochane w nowym życiu nigdy nie wracają. Osamotniona skarpetka czeka na towarzysza w szafce, a po pewnym czasie ląduje w koszu, gdzie czeka ją jedynie zagłada. Można powiedzieć, że umiera z tęsknoty.
Życie skarpetek już nigdy nie będzie takie samo, prawda? Ja do tej pory patrzę na nie z politowaniem, zastanawiając się, które z nich są aktualnie w separacji. Postanowiłam też wzbogacić życie singlów łącząc je w pary. Lubię nosić dwa różne rodzaje skarpetek, więc pomyślałam, że będzie to dobry uczynek. A Wy co sądzicie o tej sprawie?

+ kolejny raz bardzo dziękuję za komentarze. Uwielbiam je czytać, bo mobilizują mnie do dalszego blogowania (:

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

#4 Fotografie

Czy w Waszych pokojach wiszą plakaty bądź zdjęcia?  Pytam, ponieważ dzisiejszy post będzie związany właśnie z nimi. Ciekawa jestem jaka będzie Wasza reakcja, kiedy zrozumiecie to, co chcę Wam przekazać.

Nie wiem jak to wlazło do mojej głowy, ale to "coś" było na tyle silne, że zmusiło mnie do szybkiego biegu w stronę laptopa, by o nim napisać. No i jestem: siedzę na krześle, piję herbatę i przemawiam do jeszcze pustej publiki. Noc zapowiada się wspaniale.
Dobrze, zabieram się do wylewania myśli. W końcu po to mam tego bloga, tak? A więc usiądźcie wygodnie, zgaście światła i rozgośćcie się w swoich fotelach. Zaczynamy!

Odkąd Ta myśl zagościła w mojej głowie, czuję się nieswojo patrząc na zdjęcia w ramkach. Kiedyś były dla mnie jedynie zdjęciami, uchwyceniem chwili na specjalnym papierze. Ale dziś do tej wizji dodałam nutkę pikanterii, tworząc całkiem ciekawy materiał na nowy film od Carpentera. Może trochę przesadziłam z porównaniem, ale jeśliby wzbogacić nieco mój pogląd, mogłoby być ciekawie.
Fotografia to niegroźne, powszechnie znane zwierzę z papieru. Można powiedzieć, że animizuję przedmiot względnie martwy, ale gdyby nie żył, to jak możemy patrzyć na nie mając w głowie tyle wspomnień? Na tej z pozoru nic nie znaczącej kartce znajduje się coś, co ożywia nasze myśli. A że nic z człowieka nie ma, zaczerpnęłam inspiracji u zwierząt, ponieważ to właśnie one są tym pierwowzorem mieszkańców Ziemi. Jakby wspomnienie planów stworzyciela. Dlatego nazwałam ją papierowym zwierzęciem.
A dlaczego jest niegroźna, pytacie. Bo co takiego może zrobić kawałek papieru z nadrukiem? Najwyżej pokaleczyć palce, kiedy niezbyt umiejętnie chwyci się za jej rogi. Ale co z Wnętrzem?
Wnętrze to to, co znajduje się na zdjęciu. Może być to rodzina, pies, idol, bądź trzy tysiące pięćset innych rzeczy. Ale... czy nigdy nie zastanawialiście się jak to możliwe, że moja mama jest wydrukowana na głupiej kartce papieru? Zapomnijmy o tym, co mówi wikipedia i różne programy naukowe. Pomyślmy jak pięciolatek, który nie ma pojęcia o pracy aparatu fotograficznego: jakiś pan stoi z kawałkiem plastiku, klika, idzie do drugiego pana, i ma mamusię na kartce. "Ale jak to możliwe? Jak to się stało?" Zgaduję, że podobnie myśleli w dziewiętnastym wieku, kiedy  w gazetach została udostępniona pierwsza udana fotografia. W zaledwie dwa wieki ludzie przyzwyczaili się do towarzystwa trzynastopikselowych aparatów w telefonach, i dla takiego pięciolatka to normalne, że mamusia jest na zdjęciu. Ale kiedyś było to magią, czymś niepowtarzalnym i cudownym.

Mój pogląd wygląda mniej więcej tak- aparat robiąc zdjęcie zabiera kawałek osoby z fotografii. Mam na myśli to, że pozując do zdjęcia nawet nie wiesz, że zostaje Ci odebrana część Ciebie. Po wywołaniu zostaje uwięziona na kartce papieru, i wędruje po okolicy, która jest widoczna na zdjęciu. Można powiedzieć, że to inna wersja wszechświata równoległego.
Może dlatego umieramy? Wiem, to zbyt ryzykowne stwierdzenie. W końcu dopiero od trzystu lat mamy aparaty. Ale może kiedyś kto inny robił zdjęcia?  Tak, wierzę w kosmitów. Jeśli można nazwać to w ogóle wiarą. To po prostu świadomość. Może to właśnie oni robią nam zdjęcia, żebyśmy żyli... ale po kilku milionach lat im się to znudziło, i wkręcili jednego z ludzi w tą ich śmietankę?
(proszę, tu masz prototyp, zrób coś z tym.)
Okej, wyrzućmy ten pomysł. To prawie niemożliwe.
Nie jestem zbyt religijna i w ogóle, ale co jeśli  piekło i niebo istnieje? Nawiązując do tych zdjęć, można by ułożyć całkiem ciekawą hipotezę: po trafieniu do piekła przeżywamy swoje najgorsze uwiecznione momenty na zdjęciach (przeistaczamy się w te nasze cząstki), a kiedy jesteśmy w niebie, te najlepsze. Panowie i Panie, kolejne ryzykowne stwierdzenie.
A więc na każdym zdjęciu znajduje się cząstka człowieka. Jest w nich uwięziona i nic nie może z tym zrobić. Taka wizja jest okrutna, a jednocześnie interesująca. W końcu fajnie jest żyć ze świadomością, że masz w posiadaniu cząstkę Mishy Collinsa? Ale co jeśli tej "cząstce" jest tam źle? Dajmy na to takie zdjęcie umierającego człowieka. Na pewno nie jest zadowolony ze swojej doli.

Jestem zadowolona z tych przemyśleń. Wzbogaciłam je w zgrabne porównania i refleksje. Tak sobie wyobrażałam ten wpis. Teraz Wasza kolej na wypowiedzenie się. Może macie swoje własne pomysły? Chętnie posłucham, lubię przeglądać myśli innych ludzi.

+Dziękuję za wszystkie komentarze. Nawet nie wiecie jak bardzo lubię je czytać :D Mobilizują mnie do dalszej pracy, która mnie cieszy. Naprawdę bardzo mi miło, kiedy słyszę tak kochane opinie.



niedziela, 11 sierpnia 2013

#3 Małe Atomiki, czyli sedno Świata Zapachów

Myślę sobie- zapach.
Nasz nos potrafi rozróżnić ich około 10 tysięcy. Według mnie to naprawdę mało, bo codziennie spotykamy się z czymś nowym. No ale nie tym chciałabym się z Wami dzisiaj podzielić. Co tak naprawdę czujemy? Ser nie pachnie samym sobą, bo to po prostu rzecz, która ma swój zapach. Ale co daje mu swoją własną woń?

Po chwili doszłam do pewnej hipotezy. Może na każdej rzeczy osiedlają się małe Atomiki, które tworzą jeden wspólny kraj o unikalnym zapachu? Toczą ze sobą bitwy, kiedy na ich teren wejdą inne Atomiki, łączą się, lub odbierają terytorium. Tak jak Materialne Niebo mają swoje zasady. Postaram się Wam to wszystko ładnie opowiedzieć.
Powąchajcie swoje dłonie. Jedne pachną mydłem, drugie niedawno robioną kolacją, trzecie sierścią zwierzaka. Jeśli czujecie coś znajomego, to znaczy, że odbywa się na Was BITWA o terytorium. Wasz naturalny zapach miesza się z Atomikami czegoś innego, co przemieściło się na skórę. Ostatecznie przybysze wygrywają bitwę, i aby pozbyć się niechcianych gości, używamy mydła.

Mydło jest jak wojsko. Kiedy jego Atomiki dostają się na skórę, zwalczają wszelkie drobnoustroje i na chwilę osiedlają się na zdobytym dla Ciebie terytorium. Po jakimś czasie znikają, pozwalając Twojej skórze na normalne egzystowanie we własnym zapachu.


Każda najdrobniejsza rzecz posiada swoje Atomiki oraz ich intensywność. Mają uniwersalny zapach, którego siła równa się sile kraju (rzeczy) na którym istnieje. Na przykład mogę wam podać wędlinę. Z pewnością  mieliście taką w dłoniach; jej woń szybko trafia na skórę, co jest bardzo nieprzyjemne. Oznacza to, że jej Atomiki są silne.
Istnieją również słabsze osobniki, które są trudne do rozpoznania.

 Specjalnie dla Was sporządziłam doświadczenie, które określa siłę dziesięciu przedmiotów w domu:

W skali od 0 do 10 określę intensywność zapachu, który odczuję:
ściana- 0
mokra szmatka- 4
wnętrze pustej paczki po chipsach- 8
biurko-1
szynka- 9
pościel- 3
kwiaty (dla zainteresowanych- storczyk)- 0 (ku mojemu zaskoczeniu)
kot- 4
majonez- 6
krem do rąk- 9

Wynik: Największą intensywność mają Atomiki paczki po chipsach, szynki, oraz kremu do rąk. Zapachu nie odczuwam wąchając ścianę oraz storczyka. 

Z badań wynika, że jeden z najsilniejszych krajów Atomików leży na szynce. Dzięki takim doświadczeniom odkrywamy realia świata Zapachów, w którym również żyjemy. Ten post może nie jest zbyt czytelny, ale równie jak pozostałe zmienia światopogląd. W końcu nigdy nie myśleliście, że żyją na Was małe Atomiki, które walczą z innymi i zdobywają tereny na kanapie, prawda? ;)

(tak, wiem. to chory wpis. nie dość, że dołączyłam do niego ten idiotyczny obrazek, to wąchałam mojego kota.)



sobota, 10 sierpnia 2013

#2 Niebo Materialne

Opowiem wam dzisiaj o pogodzie. 
Dawno temu rozmyślałam o niej siedząc na balkonie w czasie burzy. Doszłam do zaskakujących wniosków, z którymi pragnę się z wami podzielić.
Według mnie nie ma matki natury. Całe niebo zajmuje się samym sobą, i wcale nie potrzebny mu jest przewodnik czy doradca. Niebo (jako rzecz materialna) to naród i kraj, który żyje bez pomocy ludzi. Ma swoje zasady, nakazy i kary. Postaram się wam to łatwo wyjaśnić. 
Na początek przedstawmy sobie podstawowe zachowania nieba:
1. Deszcz
2. Burza
3. Słoneczny dzień
4. Mgła
Pewnie pamiętacie, jak rodzice opowiadali wam historyjki o zachowaniach nieba. Kiedy pada, aniołki płaczą. Kiedy jest burza, aniołki się złoszczą. A może jest odrobinkę inaczej? Wyrzućmy aniołki, bożki i inne istoty. Pamiętamy przecież, że niebo działa samo. A więc jakby tu to wszystko poukładać?

Wszystko zaczyna się od słonecznego dnia. Tu gdzie jesteś, nie ma chmur. Ale to nie znaczy, że wszędzie jest taka cudowna pogoda. Obłoki wirują sobie po świecie w różnych nastrojach. Są szczęśliwe, markotne, lub złe. Markotne chmury zbierają się w kupę nad określonym miejscem, ponieważ któraś wśród nich choruje. Kiedy umiera, zaczyna padać deszcz- obłoki opłakują przyjaciółkę. Jak wiemy z lekcji przyrody, chmury się skraplają, co w moim przekładzie oznacza, że oddają kawałek z siebie do ziemi. Razem z nimi spada nieżywa przyjaciółka, która po jakimś czasie "zmartwychwstaje". Tak: mgła to zmartwychwstająca chmura. Brzmi szalenie? Poczekajcie.
Kiedy jednak okazuje się, że chmura nie zachorowała, tylko zabiła ją inna chmura, w niebie rozpoczyna się walka. Spadają pioruny i pada okropny deszcz, lecz już nie w postaci łez, tylko krwi. Polegli opadają na ziemię, następnie zmartwychwstają w pełni oczyszczeni. Tak właśnie wygląda Niebo Materialne. 

Oczywiście nikt nie karze wam w to wierzyć. Jestem Detektywem i po prostu lubię myśleć nad prawdopodobieństwami. Przecież nikt nie dowiedzie, że nie mam racji z tą pogodą. No bo jak? No właśnie. 

Niebo Materialne jest jednym z najbardziej uroczych domysłów w mojej życiowej karierze. Przedstawia on chmury w sposób niesamowicie ludzki, lecz nieco wyidealizowany. Uosabiając pogodę można się nieźle uśmiać, ale tym razem wszystko ułożyło się w przeuroczą bajeczko-hipotezę.

Można by długo opowiadać o tym zjawisku. Niebo nie polega na jedynie czterech zachowaniach. Ale myślę, że jak na dzisiaj wam to wystarczy. Kiedy pomyślicie sobie o tym w czasie burzy, wasza wyobraźnia zacznie się bawić. A to jest chyba najważniejsze :D



piątek, 9 sierpnia 2013

#1 Prawda o Nicki Minaj

Witam. Nazywam się Detektyw. Podróżuję po zakątkach świata, rozwiązując zagadki istnienia. Czym tak naprawdę są smerfy? Czy nasze życie zależy od ich niebieskości? Na co dzień nie rozmyślamy o tak fundamentalnych sprawach, które być może są bardzo ważne dla całokształtu społeczności w dwudziestym pierwszym wieku. Postaram się pokazać wam, że szczegóły są naprawdę ważne. 

Dziś opowiem wam o znanej piosenkarce, Nicki Minaj. Nie tylko jej krągłości powinny rzucić wam się w oczy. Dwudziestego szóstego kwietnia 2012 roku, na Youtube ukazał się teledysk do jej piosenki pod tytułem "Starships". Przez przypadek natrafiłam myślami na ten utwór. Jak się później okazało, celnie trafiłam.
Dzień mijał mi jak każdy. Zamierzałam zagrać w Simsy, zjeść coś dobrego i położyć się spać nad ranem. Następnie wpadłam na pomysł, aby zjeść chipsy, więc zadzwoniłam do mamy, aby po pracy zahaczyła o jakiś supermarket, i kupiła mi paczkę Starchipsów. Kiedy odłożyłam słuchawkę, skojarzyłam ich nazwę z Nicki Minaj, i tak zaczęło się moje dzisiejsze dochodzenie. 
Postanowiłam zinterpretować jej tekst, w celu odnalezienia dedykacji dla producentów owej marki czipsów. Znalazłam kilka ważnych cytatów, które pozwoliły mi rozwiązać zagadkę. Oto one: 

1. "So give me more, more, till I can't stand"- jak się okazuje, Nicki Minaj tak kocha owy produkt, że chce go jeść do momentu, kiedy będzie w stanie jeszcze stać.
2. "Can't stop 'cause we’re so high Let's do this one more time"- jak widać, starchipsy ją narkotyzują. Jest od nich uzależniona i nie potrafi przestać ich spożywać.
3. "Now spend all your money 'cause today pay day"- jako piosenkarka dużo zarabia, a cały swój majątek zamierza wydać na czipsy.
A teraz najważniejszy cytat:
4. "If you want more, more Then here I am"- tu dowiadujemy się, że Nicki Minaj jest dilerką starchipsów z narkotykami.

Tak, możecie powiedzieć, że jest różnica pomiędzy "Starchips", a "StarSHips". Ale czy diler narkotyków chwali się całemu światu, że zarabia na sprzedawaniu nielegalnych rzeczy? Nie. Dlatego Nicki postanowiła ukryć się, zamieniając jedną literę w wyrazie. Teraz może sprzedawać swój towar tak jak przed wydaniem owej piosenki, ponieważ nikt nie wie, co tak naprawdę chce przekazać przez tekst utworu. Ukrywa się. Ale ja doszłam do sedna jej fenomenu. Ludzie słuchają jej piosenek nie tylko dlatego, że są rytmiczne. Być może Nicki daje czipsy z narkotykami za rozgłos. Czy dzieci powinny napajać się taką muzyką? Dzisiejsi ludzie nie mają pojęcia, ile zagadek kryją gwiazdy muzyki.
Dzisiaj dowiodłam, że znana wszystkim Nicki Minaj jest dilerem czipsów z narkotykami. Co o niej myślicie? Czy będziecie ją spostrzegać tak samo jak chwilę temu, kiedy jeszcze nie czytaliście wyników mojego dochodzenia? A może macie własne spostrzeżenia?
To tyle na dzisiaj. Dziękuję.