środa, 25 września 2013

#8 Złamane serca i światy równoległe //reaktywacja

R E A K T Y W A C J A!
Witam wszystkich z powrotem! Blog został zatrzymany na pewien okres czasu, ale dziś wracam z nowym postem. Mam nadzieję, że czytelnicy nie są na mnie źli. Zastój był spowodowany szaleństwem w szkole, bo w końcu razem z wrześniem przyszedł czas na naukę.
Ostatnio odkryłam, że najlepiej myśli mi się w autobusach. Jeżdżę nimi codziennie, więc przybyła mi cała masa tematów. Posty powinny ukazywać się przynajmniej raz w tygodniu. Trzecia klasa to nie przelewki, więc staram się codziennie przysiąść do książek i powtórzyć na następny dzień. Poza tym przymierzam się do olimpiady z polskiego i angielskiego i marzy mi się drugi etap.
Koniec przynudzania! Zaczynamy.


Wszyscy jesteśmy żyjącymi samobójcami.
Tak. To bardzo dziwne, ale według mnie nie niemożliwe. Czy kiedykolwiek złamał Wam ktoś serce? Ta przykra sytuacja z pewnością pozbawia człowieka pozytywnego spojrzenia na świat. Każdy kolor wydaje się mdławy, niebo jest nieudanym pocieszeniem, a pomóc może jedynie samotność. Nigdy nie przeżyłam czegoś takiego, ale wiem o tym z książek i od koleżanek. Dlatego mogę dumnie przyznać, że jeszcze się nieświadomie nie zabiłam.
Pewnie nieraz słyszeliście o światach równoległych, prawda? Temat ten wydaje się nieco abstrakcyjny i sama nie wiem, czy coś takiego naprawdę istnieje. Jeśli mam być szczera, to prawdopodobieństwo tego, że gdzieś tam po drugiej stronie kosmosu jest druga Ziemia i drugi Detektyw, jest bardzo małe. Ale od czego mamy wyobraźnię?
Złamane serce może mieć odzwierciedlenie w drugim świecie, a więc co wy na to, że nieudana miłość powoduje zawał w świecie równoległym?

Wyobraźmy sobie taką sytuację:
1. Chłopak poznaje dziewczynę, a po jakimś czasie się w niej zakochuje.
2. Adorator wyznaje miłość wybrance, a ta go wyśmiewa.
3. Przysłowiowe serce chłopaka pęka, a co za tym idzie: w świecie równoległym dostaje zawału. 

Zapomnijmy o cholesterolu, miażdżycy i innych powodach ataku. Co by było gdyby właśnie to je powodowało? Miłość... przez wszystkich uwielbiana, przez wszystkich ceniona. Upragniona zdobycz każdej istoty ziemskiej.  Na przekór delikatna forma kontaktu. Ale czy aby na pewno bezpieczna?



2 komentarze:

  1. nie ma boga, hulajnoga21 października 2013 11:52

    Coś w tym jest, w tym, że wszyscy jesteśmy chodzącymi samobójcami. Ale wydaje mi się, że bardziej niż samobójcami jesteśmy zabójcami, do tego seryjnymi i niezwykle okrutnymi. A to, co jest w nas w środku i co w sobie zabijamy też można zaliczyć do kolejnej z ofiar naszego sadyzmu, traktować to jak trofeum naszego dorobku.
    Zabijamy z dnia na dzień. Boję się, że jakby istniał jakikolwiek świat równoległy, dobry czy też zły, prędzej czy później i tak spisalibyśmy go na straty. Niewiedza jest dla nas darem.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm, ale w tym wszystkim najgorsze jest to, że żyjemy w niepewności! Bo mogliśmy komuś przypadkowo złamać serce, nieświadomie i nie wiedząc o tym. I nie mam pojęcia ile w końcu mam ofiar na równoległym świecie na koncie :(

    OdpowiedzUsuń